„Rudy ryyydz!”, „cztery oczy piąta szyja, okularnik…”, „gruuba świiinia”, „murzynek Bambooo” – kiedy do moich uszu docierają takie podwórkowe okrucieństwa, za każdym razem – tuż po tym, jak ostudzę zapędy małego tyrana - dziękuję losowi za to, że jako mała dziewczynka nie nosiłam okularów, nie miałam nadwagi, a kolor moich włosów i skóry nie wyróżniał mnie z tłumu. Dzięki temu nie byłam „inna” - uniknęłam tym samym przykrych przeżyć, gorzkich łez, a dziś - nosząc okulary i kilka nadwyżkowych kilogramów - nie dręczą mnie traumatyczne wspomnienia.
Dwuletniemu dziecku nie przeszkadza egzotyczna uroda kolegi z placu zabaw, tymczasem to samo dziecko, już jako zaawansowany przedszkolak, z uśmiechem na ustach namawia inne dzieciaki, by te nie bawiły się z … żółtkiem. Owszem - dzieci są bezpośrednie i w swej szczerości często okrutne. Tylko kiedy i dlaczego nagle coś, co dotychczas nie budziło szczególnych emocji i zainteresowań - nagle wydaje się być „inne”, a zaraz potem … „gorsze”?
(gości: 475, użytkowników: 180)